Sójka i wiewiórka

Ha!
Dziś będą kubeczki. Tak dla odmiany.
Te dwa akurat tworzyły się jakoś bardzo na raty. Chyba nie można mi mówić, że się nie śpieszy, bo wtedy się ociągam. Jak ktoś powie "na jutro" to jest gotowe na jutro.

Na kubkach sójka zwyczajna (Garrulus glandarius) i wiewiórka pospolita (Sciurus vulgaris).
Wdzięczne stwory do malowania, szczególnie ptaszysko, chociaż nie przepadam za nimi. No dobra, sójki są nawet spoko...



Kubki dosyć wąskie przez co miałam problem ze zdjęciami. O całej sójce mogłam zapomnieć, wiewiór tylko kitę stracił.

No, dobrej nocy, dnia, tygodnia i czego tam jeszcze trzeba!



PS. Złote farby nabyłam, ale mniej złote niż tusz kaligraficzny, który mam. Więc eksperymentując pomalowałam sobie kubek w listki używając farby i tuszu i wypiekłam. Póki co się trzyma, ale wręczyć komuś innemu niż sobie się obawiam, bo czy złociste drobinki nie będą chciały przewędrowywać na dłonie ludzkie albo do przewodów pokarmowych? Muszę to zbadać.
Tak w ogóle, to byłam niedawno na warsztatach z pastelu (pasteli? nadal nie wiem czy któraś forma jest "poprawniejsza") i było sympatycznie. Sama technika nadal sprawia mi spore problemy, ale może to kwestia mojego zamiłowania do małych formatów i niemożności pogodzenia go z tępą i grubą pałeczką pasteli? Ale na warsztatach wyszłam z A5 do A4, zawsze coś! Rysowanie w plenerze było dla mnie właściwie nowością, szczególnie w tak ruchliwym miejscu jakim są krakowskie Planty w niedzielę. Tylko jednak lekko krępujące jest jeśli co chwila ktoś podchodzi przyjrzeć się co się kreśli. Ogólnie warsztaty na plus, bo znów zachciało mi się rysować i nie zniechęcam się po kilku kreskach. Oby tak zostało.

Komentarze