Kwiecień plecień

Oby nie plecień, słońce już by się przydało!

Tak na szybko wrzucam łosia.
Majestatyczne zwierzę. I dopiero na żywo zdałam sobie sprawę jak duże. Raz w życiu widziałam, w zupełnie niespodziewanym miejscu, bo na ulicy mojej miejscowości (dodam, że lasów łosiowych dookoła nie ma, najbliżej Puszcza Niepołomicka, jakieś 20 km?). Przed szóstą rano, przystanek autobusowy, widzę łosia kierującego się w uliczkę obok. Pomyślałam, że jeszcze się nie obudziłam i za mało znowu spałam. Sny na jawie, halucynacje? Bo skąd on tu? Dwa przystanki dalej wsiada koleżanka i mówi, że widziała łosia. Uf, nie mam halucynacji. A łoś po prostu poszedł na spacer.

Duży łoś na dużym kubku, prawie pół litrowy ciężki kubeł.



PS. Sezon rowerowy rozpoczęty!

Komentarze