Atelerix

Atelerix. Brzmi nieco tajemniczo, nie? Dla mnie też, spokojnie. Właśnie odrobinę czytałam o jeżach pigmejskich, tak na wszelki wypadek... no, po prostu żeby tu głupoty nie napisać i okazało się, że to nie ten sam rodzaj co nasz europejski jeż. To nie jeż, to afrojeż :),  nazwa jak dla mnie zabawna, bo kojarzy mi się z fryzurą, dopiero później z Afryką, gdzie te zwierzęta występują.  Z tego co mówi Ciocia Wikipedia, to nazwę Atelerix można na dobrą sprawę tłumaczyć jako "niedoskonały jeż". Czy to przez to, że są mniejsze od jeży (Erinaceus)?  Z jednej strony przykre, z drugiej całkiem zabawne.

Może już przejdę do samego kubka, bo chyba o nim chciałam pisać? Chyba.
Jeśli ktoś czytał poprzednie posty, to nie zdziwi go, że kubeczek powstał na zamówienie. Na szczęście nie jest to tym razem sikorka, ale jeż pigmejski. Już drugi w mojej karierze. Ten konkretny jeż ma swój żywy odpowiednik o uroczym imieniu Wacik.
Malowanie igieł jeżowych może irytować, ale może też wyciszać. Ja lubię się skupić na tym co robię, mam bardzo małą podzielność uwagi i jak jakaś czynność mnie wciągnie to w niej siedzę i sobie dłubię i dłubię, często godzinami.



Poniżej dla lepszego zobrazowania jeż-gąsienica. Powinnam pomyśleć o wrzucaniu gifów z obracającymi się kubkami. Robienie zdjęć takim prawie walcom z grafiką jest trochę kłopotliwe jeśli chce się pokazać właśnie rysunek...




PS. No bo musi być PS. W ostatnim poście snułam marzenia o wiośnie, lecie i rowerowaniu. Pogoda w tej chwili, delikatnie mówiąc, nie sprzyja w ogóle wychodzeniu na zewnątrz. Oby mi tylko marzenia senne nie dawały złudnych nadziei, że to już. No nic, cierpliwości! Dobry dzień dziś miałam, miło się zaczął i kończy się dla mnie dobrze, bo wrzucam posta, a to zawsze sprawia, że pojawia mi się uśmiech na twarzy. Uśmiech za trzy punkty!

Komentarze