Sikora modra
Dziś kubek.
Ile to już razy zastanawiałam się co właściwie pisać o malowanych kubkach?
Samo naczynie jest nieco większe od standardowych kubków, ten jest bardziej pękaty, co ułatwiło malowanie, nie było problemu z upchnięciem dwóch sikorek. A i ręce można na nim łatwiej zagrzać... no, o ile jest w nim coś ciepłego.
Kubeczek powstał na zamówienie osoby, która dobrze wiedziała, że ptaki to moja najmniej lubiana grupa organizmów żywych. Ale! Paradoksalnie bardzo dobrze mi się je maluje, to trochę złośliwe z ich strony, a może to tak ma być na złagodzenie mojej antypatii? Tak czy siak, modraszki okazały się być wdzięcznymi stworzonkami do malowania i nie sprawiały większych problemów.
Problemem nie okazała się też na szczęście lekka zmiana barwy żółtej farby po wypieczeniu kubka. Kolor stał się bardziej kremowy i wyblakły, ale na szczęście nie do tego stopnia, żeby zmaścić całość. Przy okazji malowania zorientowałam się też, że niektóre kolory mi się kończą, w sumie to dużo ich nie mam, 8 słoiczków i niektórych barw nie jestem w stanie uzyskać, ale i tak dużo można zdziałać :)
PS. Coś mam pecha do zdrowia w tym roku... trzeci tydzień się próbuję doleczyć i jakoś to nie wychodzi do końca . Jedyny plus to więcej czasu w domu i rysowania trochę więcej. Bo w ogóle jakiekolwiek jest, ekhem. Kończę właśnie rysunek, który czekał półtora roku na narysowanie... chęć pozbycia się tematu jest tak duża, że chcę to zrobić jak najszybciej i w końcu wyrzucić to z głowy, uf...


Komentarze
Prześlij komentarz